Las, który oddycha.
Las Wysokich Ścieżek po każdej nocy budził się ze snu powoli, wydawałoby się, że leniwie. Najpierw przeciągał się strumień z czystą i rześką wodą, potem ptaki zaczynały śpiewać poranne wesołe piosenki, a na końcu liście zaczynały szeptać między sobą. Las pachniał żywicą, konwaliami, wilgotną ziemią i życiem zwierząt.
W samym sercu lasu rósł Duży Dąb – był tak potężny, że jego korona dotykała nieba, a korzenie – pamięci ziemi. Mieszkańcy lasu mówili o nim z szacunkiem, bo znał historie sprzed wielu zim i wielu wiosen. Duży Dąb był dziadkiem. Tuż obok, w promieniu jego cienia, rósł Mały Dąbek – smukły, ciekawski i pełen pytań. Każdego ranka Mały Dąbek prostował listki i nasłuchiwał głosu dziadka, który szumiał głęboko i spokojnie, jakby mówił do całego świata naraz.
– Słuchaj, Dąbku – mówił Duży Dąb – las to wielka rodzina. Każdy ma w niej swoje miejsce.
I opowiadał.
Opowiadał o korzeniach, które trzymają ziemię, żeby deszcze jej nie zabrały. O grzybach, które łączą drzewa cieniutkimi nićmi, dzięki którym mogą dzielić się wodą i siłą. O ptakach, które roznoszą nasiona i budzą poranki. O zwierzętach, które dbają o równowagę, i o liściach, które oddychają słońcem i zamieniają je w pokarm dla drzewa.
– Las działa jak serce – mówił dziadek. – Czasem bije szybciej, czasem wolniej, ale zawsze w rytmie życia.
Mały Dąbek chłonął te słowa jak rosę. Uczył się cierpliwości od mchów, odwagi od sosen i łagodności od strumienia. A kiedy przychodził wiatr, dziadek uczył go, jak się kołysać, żeby nie pęknąć.
Było lato, słońce wspięło się wysoko i oświetliło różne warstwy lasu: wysokie drzewa, niższe krzewy, paprocie i miękki mech pod stopami zwierząt. Mały Dąbek obserwował grę światła z zaciekawianiem i postanowił znowu zadać kilka pytań dziadkowi.
– Dziadku, dlaczego nie wszystkie drzewa są takie jak Ty? – zapytał Mały Dąbek.
– Bo las jest jak wielka wioska – odpowiedział Duży Dąb. – Jedni dają cień, inni schronienie, jeszcze inni trzymają wodę. Gdyby wszyscy byli tacy sami, nikt nie byłby potrzebny.
– A ja? Kim będę dziadku w tym lesie? – zapytał Mały Dąbek niepewnie.
Duży Dąb poruszył powoli gałęziami. Z jednej spadł suchy liść i opadł tuż obok Małego Dąbka.
– Las nie wymaga, żebyś już wiedział
– Ale inne drzewa jakby wiedzą – westchnął Mały Dąbek – jedne dają owoce, inne są schronieniem, jeszcze inne są bardzo wysokie….
– One też kiedyś nie wiedziały – odpowiedział dziadek – rosły, próbowały, czasem traciły gałęzie, czasem uczyły się od wiatru. Las nie pyta „kim będziesz” tylko „jak będziesz rósł”. W lesie nie chodzi o bycie jak inne drzewa. Chodzi o to, żeby pozwolić sobie rosnąć w swoim tempie. Jedne drzewa wcześnie dają cień, inne długo zapuszczają korzenie. Każde z nich jest potrzebne dokładnie takie, jakie jest.
Mały Dąbek poczuł po tych słowach spokój, zauważył że jego korzenie jakby się rozluźniają. Uśmiechnął się do dziadka, a dziadek powiedział, że go bardzo kocha.
Od pewnego czasu dni stawały się co raz chłodniejsze, słońce świeciło krócej, noce trwały dłużej, a deszcz potrafił padać przez cały dzień. Krople spływały po liściach Małego Dąbka, aż stały się ciężkie.
– Nie lubię tego – powiedział cicho.
– Rozumiem – odpowiedział Duży Dąb. – Ale wiesz, co wtedy robią korzenie?
– Nie.
– Rosną – powiedział dziadek. – wiele ważnych rzeczy dzieje się wtedy, gdy ich nie widać.
Mały Dąbek przestał się spieszyć.
Następnego dnia wiatr przyszedł cicho i niespodziewanie.
Jeden listek Dużego Dęba oderwał się i spadł prosto na czubek Małego Dąbka.
– Dziadku! – zaśmiał się Mały Dąbek. – Co to było?
– To znak – odpowiedział Duży Dąb z udawaną powagą. – Znak, że jesteś dziś królem liści.
– A co robi król liści?
– Śmieje się i nie strząsa korony – powiedział dziadek.
Mały Dąbek próbował się nie poruszyć, ale listek połaskotał go tak bardzo, że oba dęby zaszumiały śmiechem.
Wiatr zabrał liść dalej, ale uśmiechy drzew trwały jeszcze bardzo długo.
Kolejnego dnia Wiatr znowu pojawił się w lesie, ale był porywisty i bardzo głośny, Mały Dąbek był przerażony.
– Boję się, że pęknę!
– Spójrz na mnie — powiedział Duży Dąb. – Czy stoję sztywno?
– Nie… kołyszesz się.
– Bo odwaga to nie jest bycie twardym – wyjaśnił dziadek. – Odwaga to umiejętność poruszania się razem z trudnością.
Mały Dąbek wsłuchał się w wiatr i zaczął tańczyć w rytm jesiennej muzyki. Po kilku godzinach wietrzna muzyka ucichła i wnuczek mógł zaczerpnąć głęboki oddech. Kiedy odpoczywał po wichurze zobaczył, że tuż przy jego pniu setki mrówek pracowało bez wytchnienie.
– One są takie malutkie – zauważył Mały Dąbek.
– I bardzo potrzebne – odpowiedział Duży Dąb. – Las nie składa się z tylko wielkich bohaterów, jak jeleń czy niedźwiedź, ale także z wielu małych ról. Mrówka nie musi być duża, żeby robić coś bardzo ważnego. Każda żyje w społeczności, ma swoją rolę i nie jest ani ważniejsza, ani mniej ważna od innych. Mrówki spulchniają ziemię, sprzątają las, a nawet rozsiewają nasiona niektórych roślin pomagając im rosną w nowych miejscach. Są sygnałem zdrowego lasu. Są jak ciche pomocnice lasu. Mało kto je zauważa, a bez nich wszystko by się rozsypało.
Mały Dąbek był szczęśliwy, że mrówki pracowały obok jego pnia. I był dumny, że je zauważył.
Noc przyszła łagodnie.
Las nie zgasł – tylko przyciszył światła. Gwiazdy świeciły wysoko, jakby ktoś rozsypał je ostrożnie po niebie, a księżyc stał na straży między gałęziami.
Mimo to Mały Dąbek nie mógł zasnąć. Jego liście były nieruchome, ale w środku wszystko drżało. Cisza była tak gęsta, że aż ją czuł.
Po chwili zaszumiał bardzo cicho:
– Dziadku… śpisz?
Przez moment nic się nie wydarzyło. Tylko strumień mruknął gdzieś w oddali.
W końcu Duży Dąb odpowiedział spokojnym, niskim szumem:
– Nie, wnusiu. Drzewa nie śpią tak jak ludzie. My czuwamy ciszej.
Mały Dąbek odetchnął.
– Czy noc oznacza, że las jest sam? – zapytał po chwili. – Ja czuję się teraz samotnie. Kiedy nie rozmawiamy, kiedy nie śpiewają ptaki…
Duży Dąb poruszył powoli gałęziami. Kilka liści zaszeleściło, jakby chciał zrobić wnukowi miejsce w ciszy.
– Nie – odpowiedział łagodnie. – Noc nie oznacza, że las jest sam. Oznacza, że odpoczywa.
– Ale jest tak cicho…
– Cisza nie jest pustką – powiedział dziadek. – Cisza to miejsce, w którym wszystko zbiera siły.
Mały Dąbek wsłuchał się uważniej. Dopiero teraz zauważył, że noc wcale nie była zupełnie cicha.
Ziemia oddychała wolno.
Korzenie szeptały pod ziemią.
Sowa przeleciała miękko, prawie bez dźwięku.
– A co robią drzewa w nocy? – zapytał.
– Rozmawiamy korzeniami – odpowiedział Duży Dąb. – Dzielimy się wodą, wspomnieniami, tym, co było trudne w ciągu dnia.
– Czyli… nawet kiedy się nie słyszymy…
– …jesteśmy połączeni – dokończył dziadek. – Tak jak wtedy, gdy ktoś kogo kochamy jest daleko, ale wciąż w naszym sercu.
Mały Dąbek poczuł, jak ziemia pod nim jest ciepła i pewna.
– A jeśli ktoś czuje się samotny w nocy?
Duży Dąb milczał chwilę, jakby dobierał słowa bardzo uważnie.
– Samotność to znak, że serce jest otwarte – powiedział w końcu. -Nietrzeba jej odpędzać. Wystarczy ją zauważyć i być przy niej.
– Czyli mogę być smutny i nie muszę nic z tym robić?
– Tak – odpowiedział dziadek. – Czasem największym odpoczynkiem jest pozwolić sobie poczuć.
Mały Dąbek poruszył delikatnie listkami. Już nie drżały tak bardzo.
– Dziadku… – zapytał jeszcze ciszej. – Czy kiedyś, jeśli Cię nie usłyszę… to nadal będziemy połączeni?
Wiatr na chwilę ucichł. Gwiazdy trwały.
– Zawsze – powiedział Duży Dąb. – Są rozmowy, które nie potrzebują dźwięków.
Mały Dąbek zamknął listki.
Noc nie była już pusta.
Była pełna obecności.
Jesień przyszła na całego. Las mienił się odcieniami czerwieni i złota. Jednak Duży Dąb miał coraz mniej liści, jego złota korona nie wyglądała już tak okazale jak jeszcze w zeszłym roku. Mały Dąbek przypomniał sobie, że tej wiosny dziadkowi wyrosło także mnie liści niż zwykle. Gałęzie były kruche, a głos cichszy.
– Dziadku, dlaczego oddajesz liście?
– Bo uczę się puszczać – powiedział dziadek. – Liście wracają do ziemi, żeby inne mogły rosnąć.
– Czy Ty kiedyś odejdziesz?
Duży Dąb milczał chwilę.
– Tak – powiedział spokojnie. – Każde drzewo wraca do ziemi. Drzewa, tak jak ludzie, mają swoje pory. Jest czas wzrostu, jest czas spokoju.
– Nie chcę – zaszumiał Mały Dąbek.
– Miłość nie odchodzi razem z ciałem – odpowiedział dziadek. – Zostaje w tym, kogo uczyliśmy.
Mały Dąbek nie do końca rozumiał, ale przytulał się swoimi listkami do pnia dziadka, jakby chciał zatrzymać czas.
Rano Mały Dąbek zobaczył, że Duży Dąb leży.
Jego korzenie, które tyle lat trzymały ziemię, teraz spoczywały spokojnie. Liście ucichły. Dziadek odszedł.
Mały Dąbek był przerażony i bardzo smutny.
Kiedy Duży Dąb umarł, zaczęły się schodzić leśne zwierzęta. Każdy miał swoją historię o mądrości i dobroci Dużego Dęba.
Najpierw jelenie. Te, które w najgorętsze dni chowały się w cieniu dziadka korony. Stały spokojnie, z pochylonymi głowami, jakby pamiętały chłód, który dawał im w czasie upałów. Jedno z nich dotknęło nosem kory dziadka, jakby chciało powiedzieć: dziękujemy.
Potem nadleciały ptaki. Te, które siadały na jego gałęziach po długich podniebnych wędrówkach. Odpoczywały tu i zbierały siły przed kolejnym lotem. Teraz przysiadły cicho. Żaden ptak nie śpiewał. Tylko wiatr poruszał piórami.
Z ziemi wyszły mrówki. Małe i pracowite. Przez lata budowały swoje ścieżki u stóp dziadka, sprzątały resztki lasu i dbały o porządek. Teraz chodziły wolniej niż zwykle, jakby wiedziały, że coś ważnego się wydarzyło.
Z zarośli wyszły lisy. Ostrożne, ciche. To one znały wszystkie ścieżki wokół dębu. W jego cieniu odpoczywały po nocnych wędrówkach, a zimą chroniły się przed wiatrem. Lisica usiadła na chwilę i spojrzała na Małego Dąbka, jakby chciała mu powiedzieć: nie jesteś sam.
Przyleciały też owady – pszczoły, chrząszcze, motyle. Przez lata żyły w szczelinach kory dziadka, zapylały kwiaty wokół niego i dbały o to, by życie toczyło się dalej. Teraz krążyły cicho, jak delikatne myśli.
Na końcu przyleciała sowa. Usiadła wysoko i powiedziała spokojnie:
– Każdy, kto tu przyszedł, nosi w sobie cząstkę Dużego Dęba. W cieniu, w odpoczynku, w bezpieczeństwie.
Zwierzęta delikatnie przykryły dziadka mchem i liśćmi, żeby mógł połączyć się z ziemią, z której wyrósł. Strumień przyniósł czystą wodę, ptaki zaśpiewały cichą pieśń, a wiatr uklęknął i szeptał: Dziękuję.
Nie było pośpiechu. Każde z nich wiedziało, że to jest czas pożegnania.
Mały Dąbek patrzył na to wszystko ze smutkiem, ale też z ciepłem.
Zrozumiał, że dziadek nie był tylko jego dziadkiem.
Był częścią całego lasu.
Las oddychał dalej.
Potem wydarzyło się coś jeszcze. Sowa, mądra strażniczka nocy, znalazła w dziupli dziadka żołądź. Jeden, ciepły i ciężki od obietnicy. Zwierzęta wspólnie posadziły go obok Małego Dąbka, a on sam przygarnął ziemię, tak jak uczył go dziadek. To był dar pamięci. A gdy już urośnie, to Mały Dąbek przekaże mu całą naukę Dziadka bo w jego liściach pozostanie na zawsze szum jego opowieści.
Mały Dąbek płakał jeszcze długo. Las nauczył go jednak, że smutek to też pora. Jak jesień. Nie trwa wiecznie, ale jest potrzebny. Dzięki niemu uczymy się pamiętać.
On nie zniknął. Stał się lasem.
– Będę pamiętać – zaszumiał Mały Dąbek i zauważył, że nie ma już nad nim cienia dziadka. Dosięga go więcej energii słonecznej, co oznacza, że po wydarzeniach tego poranka Mały Dąbek szybko zamieni się w Duzy Dąb. Jest już gotowy.
Mijały sezony. Dziadek stawał się ziemią: w jego pniu zamieszkały grzyby, które karmiły młode drzewa; w szczelinach powstał dom dla owadów; z jego siły rosły paprocie. Życie krążyło.
A Mały Dąbek rósł. Gdy przychodził wiatr, kołysał się mądrze. Gdy słońce prażyło, dawał cień. I opowiadał młodszym siewkom:
– Las to wielka rodzina. Każdy ma w niej swoje miejsce. A miłość nie znika – tylko zmienia kształt.
I kiedy czasem nocą słyszał głęboki szum, wiedział, że to dziadek. Nie w koronie, nie w gałęziach – w całym lesie.
Po kolejnym roku las znowu oddychał zielenią. Śnieg stopniał, strumień śmiał się głośniej, a ptaki wróciły do swoich pieśni. Mały Dąbek był już wyższy, jego pień grubszy, a liście silniejsze. Na miejscu, gdzie leżał dziadek, ziemia była miękka i żyzna. Wyrastały tam paprocie, młode trawy i grzyby. A tuż obok…
mały pęd. To był żołądź, który wspólnie posadzili.
Mały Dąbek patrzył na niego codziennie. Nie zawsze z radością. Czasem z tęsknotą, czasem z ciszą.
Pewnego dnia przysiadła obok sowa.
– Wiesz – powiedziała – kiedy ktoś odchodzi, nie zabiera ze sobą wszystkiego. Zostawia ślady.
– Ale ja wciąż za nim tęsknię – zaszumiał Mały Dąbek.
– Tęsknota to znak miłości – odpowiedziała sowa. – Nie trzeba jej naprawiać.
Wiosną Mały Dąbek zauważył coś jeszcze.
Kiedy wiatr wiał od strony starego pnia, kołysał się spokojniej.
Kiedy słońce prażyło, jego korzenie znajdowały wodę głębiej, tak jak kiedyś uczył go dziadek.
Zrozumiał.
Dziadek nie zniknął.
Stał się:
- ziemią, która karmi,
- ciszą, która uspokaja,
- mądrością, która wraca w trudnych chwilach.
Mały Dąbek położył jeden liść przy młodym pędzie i powiedział:
– Będę o Ciebie dbał. Tak jak on dbał o mnie.
Las odpowiedział szumem.
Moje książki

MY TEŻ
Rozmowy o wychodzeniu z traumy seksualnej.

(NIE)GRZECZNI?
Codzienne sytuacje widziane oczami dziecka i rodzica. Zaskakujące, rozśmieszające, wprowadzające w zadumę.

(NIE)GRZECZNI?
Rodzinne nieporozumienia widziane oczami dzieci w wieku 6-12 lat.

MAMO, CO BY BYŁO GDYBY
Jak i po co rozmawiać z dzieckiem na temat traumy


